Obrazki spod krzyża przy Pałacu Prezydenckim coraz częściej przypominają cyrkową arenę, czy odpustowy jarmark i…, jak w takich przypadkach bywa, ktoś pomstuje, a inny kasę liczy. Radośnie zacierają ręce m.in. właściciele wyszynków i sklepów na Trakcie Królewskim.
Jakby to nie brzmiało obrazoburczo, prawdą jest, że posmoleńska narodowa trauma przyczynia się do renesansu restauratorów z Traktu Królewskiego. Lato to dla nich tradycyjnie zwyżka dochodów, ale w tym sezonie poza typowymi zwiedzającymi w okolice Pałacu Namiestnikowskiego trafiają „turyści krzyżowi”. – To już jest stały punkt każdej wycieczki – mówi w „Dzienniku Gazecie Prawnej” przewodnik Tomasz Chodorski. – Przychodzi tam też wielu zagranicznych turystów, bo widzieli w BBC czy CNN, co tam się dzieje – dodaje.
Ciekawscy chcą oglądać tych, co krzyża bronią i tych, co przeciw niemu protestują. Jednym i drugim wytrwałości nie brak, ale wiadomo, że człowiek nie wielbłąd i napić się musi. I zjeść, a jakże. Posilają się więc egalitarnie wszyscy. Miejscowi restauratorzy zareagowali stosownie do okazji i zamawiają dodatkowe dostawy alkoholi, przygotowują więcej posiłków, a kelnerzy w pośpiechu donoszą kolejne kawki.
W ogródkach rozstawionych na ulicach i klimatyzowanych restauracyjnych salach biesiada trwa, rekompensując nienajlepsze wakacje. – Gdyby nie ta awantura, byłoby nam ciężko, bo tegoroczny sezon turystyczny jest wyjątkowo kiepski – przyznaje cytowany przez „DzGP” Santanu Roy, Hindus, który na Krakowskim Przedmieściu prowadzi restaurację Słowiańska. Przy 5 tysiącach dziennego utargu Roy pokrywa jedynie koszty stałe i pensje dla pracowników. Do tego potrzeba minimum 30 klientów, tymczasem jeszcze wczesną wiosną obroty były o jedną trzecią niższe. Sytuacja poprawiła się, dopiero gdy okolica zapełniła się pielgrzymującymi przed Pałac Prezydencki.
Lokale gastronomiczne nie są tanie, więc interes kręci się także u okolicznych sklepikarzy. – Wyszłam z biura po owoce. Zwykle był duży wybór. Teraz najwyraźniej nie nadążają z zaopatrzeniem – kwituje niezadowolona Joanna. – Do tego chyba ceny podnieśli, a przejście przez ten tłum to wątpliwa przyjemność. Jak długo to jeszcze potrwa? – rzuca w powietrze warszawianka.
Włodarze miasta też się zastanawiają, kiedy skończy się ten osobliwy happening. I także liczą, ale w przeciwieństwie do przedsiębiorców, pieniądze, które muszą wydać. Utrzymanie porządku w rejonie Pałacu Prezydenckiego sporo kosztuje. Trzeba częściej sprzątać chodniki, wywozić śmiecie, wydelegować więcej patroli straży miejskiej i policji. Do grona niezadowolonych dołączają administratorzy pobliskich budynków, bo jak już się „krzyżowe towarzystwo” naje i napije, to za potrzebą udać się musi, a publicznych toalet w okolicy brak.
Nic dziwnego, że coraz więcej osób jest zażenowanych i zniecierpliwionych sytuacją na Krakowskim Przedmieściu. Chrześcijański symbol traci swoje właściwe znaczenie, stając się zakładnikiem grupy fanatyków. Wokół rozkręca się ludowy karnawał z krzyżem, jak z handlową etykietą.

